Zastanawiam się jak przetrwać upalne lato, bo w zeszłym roku byłem zmasakrowany upałami. Fala upałów przez zaledwie tydzień wystarczyła, żeby także w Polsce poczuć się niczym w Afryce… Oczywiście trochę przesadzam – jak zawsze – bo daleki byłem od tego, żeby zaczął się udar słoneczny, czy choćby odwodnienie organizmu.

Ale komfort cieplny to pojęcie, które jest tylko denerwujące, gdy w pociągu SKM czujesz się jak w piekarniku. Dobrze, że szanowni kolejarze nie wpadli na pomysł włączenia ogrzewania, co w autobusach czasem się zdarza. Tam na szczęście jest jednak klimatyzacja i po krótkiej wymianie zdań z kierowcą (z którym oczywiście podczas jazdy rozmawiać nie wolno), okazuje się, że to „guzik się pomylił”. W SKM klimy nie ma i pewnie nie będzie, więc pomyślałem sobie, że chłodniejsze powietrze nie byłoby tak niezbędne, gdyby ktoś zezwolił na sprzedaż tam napojów! Skoro w pociągach są wagony restauracyjne, to dlaczego w lokalnych kolejach nie może chodzić ktoś z wózkiem i prowadzić sprzedaży bezpośredniej?

Chętnych na taką robotę na pewno by nie zabrakło. Klienci – nie tylko podczas upałów – byliby na 100%. Oczywiście pozostaje kwestia pilnowania, by sprzedawcy spod lady nie oferowali też mocniejszych trunków, ale nie jest to problem, którego nie da się rozwiązać. Byłby to swoisty klimatyzator powietrza, do tego z zyskiem dla wszystkich – pasażerowie mogliby w końcu mieć choć ułudę ulgi, a PKP zarobiłoby albo na sprzedaży, albo na licencjach dla firm zewnętrznych, które by ją prowadziły.

Dwie jednostki zewnętrzne LG przymocowane do elewacji

W kolei klimy nie ma i chyba nie będzie, ale widać, że skoro w tak trudnych warunkach, jak powyżej można założyć klimę to w SKM tym bardziej by się dało.

 

Reklamy